wtorek, 26 stycznia 2010

Abe Masao określił Dogena (nie używam kreski nad o, zabiera cenny czas, ale niech czytelnik wie, że Dogen, prawidłowo powinno się pisać Dōgen) jako japońskiego świętego Tomasza. To zadziwiające, ale jest coś na rzeczy.
Porównywanie jakichkolwiek postaci niesie ze sobą spore ryzyko, a tutaj mamy dwie osoby z dwóch różnych kultur, zupełnie do siebie nie przystających. Na obronę tej tezy można przedstawić argument o podobieństwie warunków życia, które w znaczny sposób determinowały życiu jednego i drugiego. Święty Tomasz jeździł na osiołku, a Dogen podróżował z osiołkiem, święty Tomasz pisał w podróży, żeby wygłoszać swoje poglądy przed zakonnikami, Dogen wygłaszał swoje kazania dla swoich uczniów.
Jedno podobieństwo jest istotne dla dalszych rozważań - jeden i drugi był płodnym pisarzem, dzięki temu możemy dowiedzieć się więcej o Dogenie niż tylko z angielskich książek.
Należy oddać wyrazy szacunku dla Marka Kanerta, który przetłumaczył Shobogenzo (pierwsze 16 rozdziałów), ale należy jeszcze koniecznie podziękować pani Kozyrze za napisanie Filozofii Zen.


Na początek

Efekty tłumaczeń i przemyśleń dotyczących znanego japońskiego mistrza zen znajdą miejsce właśnie tu, na tej stronie, na tym blogu.